Był taki moment – marzec albo kwiecień 2020, bo kto wtedy liczył – kiedy usiadłem wieczorem na łóżku z talerzem makaronu i filmem na Netflixie…
Wtedy czułem spokój.
Dziwne, bo na świecie był chaos.
Straciłem większość klientów.
Dziwne, bo nie wiedziałem, co będzie za tydzień.
Każdy się bał, o siebie, o bliskich.
A jednak.
Minęło kilka lat i nadal wracam do tamtego okresu. Z nostalgią — bo lockdown to był mój złoty wiek produktywności. Wracam, bo coraz bardziej rozumiem, dlaczego czułem się wtedy lepiej.
Wiem, że Ty też tak się czułeś.
Im więcej o tym myślę, tym bardziej widzę, że to nie był przypadek.
Wolność wyboru to nie jest wolność
Mamy teraz wszystkiego za dużo.
Nie mówię o pieniądzach — bo z tym to różnie. Mówię o opcjach.
O wyborach. O bodźcach.
Możesz pojechać w ten weekend lub tamten. Możesz iść na ten wieczór lub na tamten. Możesz zainwestować w ETF, w obligacje, w nieruchomości, w krypto, w coś czego jeszcze nie wymyślili. Możesz zmienić pracę. Możesz robić biznes po godzinach. Możesz zacząć podcast, kurs online, konto na TikToku albo subskrypcję do newslettera, który będzie cię uczył, jak zrobić trzy z tych rzeczy naraz.
I za każdym razem, kiedy wybierasz jedną opcję — reszta wisi w powietrzu.
Jest taka koncepcja, którą ekonomiści i psycholodzy opisują od lat: nadmiar opcji PARALIŻUJE. Barry Schwartz nazwał to paradoksem wyboru – ponad pewien próg więcej możliwości nie daje szczęścia, a wręcz przeciwnie. Więcej wyborów = więcej żalu. Więcej szans na „a może powinienem był wybrać inaczej„. Więcej porównań.
Comparison is a thief of joy.
Pandemia siłą wycięła opcje z życia.
Nie ma restauracji — jesz w domu. Nie ma imprez — siedzisz. Nie ma FOMO, bo wszyscy siedzą. Solidarnie. Zostajesz z tym, co jest. I nagle okazuje się, że to, co jest, w zupełności wystarczy.
Co zostaje, kiedy odejmiesz wszystko
Mój typowy pandemiczy dzień wyglądał mniej więcej tak: rano herbatka, rozciąganie, spacer z podcastem, praca, obiad – samodzielnie ugotowany, popołudniu praca i ponownie spacer z podcastem, wieczorem film albo książka. Głównie film – nie jestem aż tak ambitny.
Zero decyzji. Zero „co dzisiaj zrobić„, ani jak być bardziej produktywnym. Żadnego scrollowania wydarzeń i zastanawiania się, czy powinienem iść na to spotkanie, czy na tamto.
Rytm dnia – kiedy masz stałe punkty oparcia — ta sama pora wstawania, ten sam rytuał poranny, przewidywalny rytm pracy – mózg przestaje wydatkować energię na ciągłe decydowanie. I nagle ma ją na myślenie.
Ja w pandemii byłem skupiony. Naprawdę skupiony.
Czytałem książki w całości, a nie pierwsze dwadzieścia stron.
Kończyłem projekty, zamiast je zaczynać i porzucać.
Myślałem o pieniądzach spokojnie — bo nie było presji „wszyscy coś robią, wszyscy uczą się ai, Ty też musisz! koniecznie!„.
I właśnie ta ostatnia rzecz interesuje mnie najbardziej.
Jak FOMO kosztuje cię prawdziwe pieniądze
Jest taki mechanizm, który działa na finansowe decyzje jak szlifierka na drewno — powoli, systematycznie, niezauważalnie. Nazywa się porównywanie.
Widzisz, że
- ktoś kupił mieszkanie,
- że ktoś leci na Bali,
- że ktoś zmienił pracę i zarabia 40% więcej,
- że ktoś inwestuje w coś, o czym właśnie piszą wszystkie portale.
I nagle TWOJE decyzje — które wybrałeś — zaczynają wyglądać blado. Może powinienem wziąć większy kredyt? Może powinienem zainwestować bardziej agresywnie? Może ta poduszka bezpieczeństwa to jednak za mało, skoro „wszyscy” mają więcej?
Pandemia to wyciszyła. Nie dlatego, że ludzie przestali chwalić się na Instagramie — chwalili się bardziej, bo nie mieli co robić. Ale gdzieś w głowie, pod tym wszystkim, wiedziałeś, że wszyscy są w takim samym miejscu. Wszyscy siedzą w domu. Żadne Malediwy czy inne takie, żadna impreza urodzinowa, żadna wielka zmiana. Pole porównań się wyrównało.
I to było, paradoksalnie, wyzwalające.
Zacząłem myśleć o pieniądzach inaczej – nie „ile mam w porównaniu do innych”, ale „ile mam i czy to wystarczy do tego, co chcę”.
To jest – jak mi się zdaje, zdrowsze pytanie.
Problem z powrotem do normalności
Potem lockdown się skończył. I wszystko wróciło.
Opcje wróciły. FOMO wróciło. Kalendarz zapełnił się z powrotem. Poczucie, że coś omijam, że gdzieś nieustannie się spieszę – też wróciło.
I ten spokój, który miałem?
Gdzieś się ulotnił, jak powietrze z balonu.
Myślę, że to jest jeden z tych paradoksów, z którymi żyje nasze pokolenie.
Walczyliśmy o wolność, elastyczność, pracę zdalną, możliwość robienia wszystkiego z dowolnego miejsca. I dostaliśmy to. Tylko że okazuje się, że nieograniczona elastyczność bywa obezwładniająca. Że „możesz robić wszystko” bardzo szybko zamienia się w „nie wiesz, co robić„.
– największy paradoks naszego pokolenia.
Rozmawiałem o tym niedawno ze znajomym, który pracuje w korpo, na etacie, ze stałymi godzinami, stałą pensją i L4. Człowiek, któremu zazdroszczę tej „stabilności” – bo sam jestem freelancerem i znam udręki wolności.
On mi mówi – Strasznie Ci zazdroszczę.
Wiem, że większość moim znajomych patrzy na tę wolność z podziwem.
– Ale wiesz, co jest dobre w tym moim głupim etacie? O 17:00 mam problem z głowy.
– Ja Tobie też zazdroszczę – odpowiedziałem.
Co z tego wynika dla finansów
Dobra, ale po co o tym piszę na blogu finansowym?
Bo myślę, że ten mechanizm — nadmiar opcji, porównywanie, FOMO — jest jednym z głównych powodów, dla których ludzie podejmują złe decyzje finansowe. I nie mówię tu o wielkich błędach, o tych spektakularnych wpadkach. Mówię o małych, codziennych przeciekach.
Kupujesz, bo „wszyscy mają„. Zmieniasz strategię inwestycyjną, bo przeczytałeś artykuł o tym, co teraz działa. Bierzesz większy kredyt, bo sąsiad wziął i jakoś mu idzie. Rezygnujesz z oszczędzania na miesiąc czy dwa, bo „mam za mało na życie„.
To nie są decyzje finansowe.
To są decyzje emocjonalne, ubrane w liczby.
Spokój jest zasobem. Tak jak czas. Tak jak pieniądze. I tak jak ich, można go trwonić albo chronić.
Kiedy jesteś w trybie nieustannego porównywania i nieustannego wyboru, tracisz zdolność do myślenia długoterminowego. Bo długoterminowe myślenie wymaga ciszy. Nudy. Wymaga momentu, w którym pytasz siebie „czego ja właściwie chcę?” – a nie „co powinienem chcieć, biorąc pod uwagę, co mają inni?”
Kilka rzeczy, które zostały po pandemii
Nie mówię, że powinieneś wprowadzić lockdown do swojego życia. To nie zadziała drugi raz w ten sam sposób.
Mówię, że warto wyciągnąć kilka wniosków.
Po pierwsze: rutyna dnia naprawdę działa. Stała pora wstawania, stały rytuał poranny, znany rytm tygodnia. To nie jest nudne – to jest fundament. Kiedy nie musisz myśleć o tym, co teraz, masz zasoby, żeby myśleć o tym, co ważne.
Po drugie: zredukuj liczbę otwartych pętli. Otwarta pętla to wszystko, co zacząłeś i nie skończyłeś, co obiecałeś sobie sprawdzić i nie sprawdziłeś, co wisi w powietrzu i czeka na decyzję. Każda otwarta pętla kosztuje uwagę. Nawet jeśli o niej nie myślisz świadomie, gdzieś tam szumi w tle.
W finansach wygląda to tak: jeśli masz 5 kont w różnych bankach, stos ofert ubezpieczeń do porównania, trzy produkty inwestycyjne, których do końca nie rozumiesz, i jeszcze listę „rzeczy, które powinienem kiedyś ogarnąć” — to nie masz spokoju. Masz chaos, który tylko czeka, żeby się zamienić w złą decyzję.
Po trzecie: porównuj się do siebie z wczoraj, nie do innych. To banał. Wiem. Ale jest w nim coś fundamentalnie trudnego, co doceniłem dopiero przez pandemię. Kiedy pole porównań znika — kiedy nie ma się do kogo porównywać, bo wszyscy są w tej samej dziurze — zostaje tylko pytanie: „jak ja sobie radzę w stosunku do samego siebie?„
I to jest naprawdę ciekawe pytanie.
Po czwarte: mniej opcji, lepsze decyzje. To brzmi kontrintuicyjnie, bo żyjemy w kulturze, która mówi, że im więcej możliwości, tym lepiej. Ale przy inwestowaniu, na przykład, działa odwrotnie. Masz jeden ETF na globalny rynek akcji i odkładasz regularnie — nie musisz podejmować żadnej decyzji. Masz sto funduszy do wyboru, ciągle porównujesz wyniki, zmieniasz co roku — i statystycznie osiągasz gorszy wynik niż ten z jednym ETF-em.
Prostota nie jest kompromisem. Często jest strategią.
Epilog: film, makaron i spokój
Wróćmy na chwilę do tamtego kwietniowego wieczoru.
Myślę, że czułem się dobrze nie dlatego, że pandemia była dobra. Była do dupy. Ale siłą wycisnęła ze mnie rzeczy, które normalnie sam bym nie wycisnął.
Przestałem się porównywać, bo nie miałem z kim. Przestałem się rozpraszać, bo nie miało mnie co rozproszyć. Przestałem się zastanawiać, czy robię to, co powinienem – bo większość opcji znikła i zostało tylko to, co robiłem.
I okazało się, że to wystarczy.
Nie mówię, że chcę z powrotem lockdownu. Mówię, że warto zaprojektować swoje życie — i swoje finanse — tak, żeby nie potrzebować zewnętrznego kryzysu do osiągnięcia wewnętrznego spokoju.
Bo spokój nie jest nagrodą za sukces.
Jest warunkiem, żeby w ogóle podejmować dobre decyzje.